Starsza pani wnika – Anna Fryczkowska

Starsza pani wnika

Starsza pani wnika – Anna Fryczkowska

Brawurowo ironiczna, ironicznie brawurowa powieść, która jest czymś więcej niż tylko kryminałem

Torturowany przed śmiercią nauczyciel angielskiego, zostaje znaleziony we własnym mieszkaniu. Pewna księgowa znika bez śladu. Ktoś w okrutny sposób pastwi się nad kotami. Te na pierwszy rzut oka niepołączone ze sobą wątki wiąże osoba starszej pani, która – korzystając z nieformalnych powiązań z zaprzyjaźnioną agencją detektywistyczną – usiłuje dociec, kto bruździ na jej podwórku. I jest w tym zaskakująco skuteczna! Zapewne dlatego, że potrafi wykorzystać atuty, jakimi dysponuje tylko kobieta naprawdę dojrzała…

Kapitalna książka Fryczkowskiej komedią jedynie bywa. To przede wszystkim trzymająca w napięciu opowieść o zawiłym, kilkutorowym śledztwie, o konieczności wzięcia sprawiedliwości we własne ręce i o stawianiu czoła stereotypom.

Marta Mizuro, „Zwierciadło”

W powieści Fryczkowskiej nic nie jest takie, jak się wydaje. A starsze panie… Cóż, nigdy więcej nie odważę się spojrzeć na staruszki od kotów z mieszaniną współczucia i pobłażania. Ze strachu.
Marta Bratkowska, „Wprost”

Jest w tej powieści język, który perfekcyjnie owija myśli w słowa. I jest zagadka, która od początku do końca drży, by ją rozwiązać. Kolejna książka Anny Fryczkowskiej, gotowa, by się w niej zatopić i nie spać z wrażenia do trzeciej nad ranem.
Joanna Jodełka, pisarka, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru

Recenzja

Z twórczością Anny Fryczkowskiej zetknęłam się po raz pierwszy w roku 2011, gdy nakładem tego samego wydawnictwa ukazała się powieść „Kobieta bez twarzy”. Po jej lekturze wiedziałam, że z przyjemnością sięgnę po jej kolejne pozycje. I oto mamy „Starsza pani wnika”.

Halina Baładanowicz – żwawa, energiczna siedemdziesięciolatka, babcia Jarusia, prawie trzydziestoletniego wnuka, z którym mieszka i któremu upraszcza życie, jest jedną z głównych postaci kryminału. Jarosław Trzaskowski – nie, wróć! – Jaro, oprócz życia na garnuszku babci, niczym specjalnym się nie zajmuje. Nie ma pracy, zajęcia ani pomysłu na to, co chciałby dalej ze swoim nędznym życiem robić. Przypadkowo poznaje kobietę, która zleca mu odszukanie jej byłego męża i cennego, rodzinnego skarbu – obrazu. I w ten oto sposób Jaro zakłada agencję detektywistyczną. A babcia? „… po prostu nie ufała, że wnuk zajmie się sprawą we właściwy sposób, więc postanowiła go w tym wyręczyć. Jak zawsze.” Początkowo denerwujący jest brak dojrzałości u Jarosława, jego otyłość, spanie do późna, wyjadanie wszystkiego co nadaje się do konsumpcji i co babcia przygotowała, nocne trzaskanie drzwiczkami od kuchennych szafek lub lodówki. Jednak przechodzi on transformację, za co ode mnie, należy się autorce duży plus.

Anna Fryczkowska w fenomenalny sposób kreśli postacie na kartach książki. Są one niesamowicie wiarygodne, pełnowymiarowe, niemal żywcem wzięte z niejednego podwórka. Książka wręcz przesiąknięta jest starszymi paniami. Każda z nich ma swoją historię i w różny sposób odkrywa uroki emerytury. Jedna biega do kościoła, druga poznaje erotyczny świat z młodszymi od siebie partnerami, kolejna uczęszcza na Uniwersytet Trzeciego Wieku, a jeszcze inna, to lubiąca rozmawiać o swoich chorobach hipochondryczka. Różnorodność bohaterek to niewątpliwie duży atut lektury.

Wydaje się że owe starsze panie są nieszkodliwe, ale to tylko pozory i zapewniam, iż nie warto zadzierać z taką kompanią. Ponadto Fryczkowska pokazuje czytelnikowi, że starość dopadnie każdego, że każdy z nas będzie zdziwaczały, zgarbiony, z bruzdami na twarzy czasem tuszowanymi zbyt mocnym makijażem itd. Każdy z nas w różny sposób będzie z tym walczył, tak jak bohaterowie „Starsza pani wnika”.

Niespodzianka, którą jest epizodyczne umiejscowienie w powieści bohaterki z wcześniejszej lektury Fryczkowskiej („Kobieta bez twarzy”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011) powoduje miły akcent dla wielbicieli poprzedniego kryminału Fryczkowskiej oraz miłośników jej twórczości.

Zastanawiam się w jakim gatunku umiejscowić powieść. Sama autorka chce ją zaliczyć do kryminału i po trosze ma rację. Jest trup, jest detektyw, rozwiązanie zagadki, kara za zbrodnię, więc pod tym względem zgodzić się należy z pisarką. Z drugiej strony mamy jednak szczegółowy opis środowiska, gdzie toczy się akcja powieści, wszechobecnego narratora, przedstawicielki środowiska starszych pań, żaby nie pisać brzydko „moherów”, a to daje nam klasyfikację na powieść społeczno – obyczajową. Dlatego moim zdaniem należy ją wypośrodkować.

Powieść jest godna polecenia. Dobrze napisana, zwracająca czytelnikowi uwagę na osoby 60+, z całym otaczającym ich życiem i sprawami, które my młodzi niezbyt chętnie zauważamy.

Czekam na następną powieść, ale nie wystarczą mi kolejne przygody o agencji detektywistycznej Jarex. O nie! Poprzeczka została podniesiona o poziom wyżej.

Beata Sarnowska


Dodaj komentarz