Moja walka z nadwagą

Moja walka z nadwagą

Moja walka z nadwagą

Pamiętam do dziś jak w wieku 15 lat zaczęłam tyć. Mama jako rodzic zawsze mnie pocieszała, że to przez dojrzewanie. Minęły trzy lata. Miałam 18 lat, a moja waga nic nie  spadała…Wieczne 70 kg. Byłam załamana. Szczególnie latem, gdzie wszystkie dziewczyny mogły pozwolić sobie na krótkie sexowne spódniczki, czy szorty. Niestety ja nie! Zaczęłam pracować. Byłam w ciągłym biegu… Dom, szkoła, praca i tak co dzień… Nagle moja waga spadła o 5kg – pamiętam swoją radość. W końcu bez żadnych wyrzeczeń ubyło mi 5 kg. Moja radość jednak nie trwała długo. Nastał moment w moim życiu, gdy straciłam pracę, zasiedziałam się w domu, kilogramy znów rosły. Tym razem z większą ,,siłą” i tak doszłam do 84 kg !!! Było mi źle. Na pocieszenie kupowałam sobie czekoladki, batoniki a następnie miałam wyrzuty sumienia. W końcu powiedziałam stanowcze ,,DOŚĆ”. Przeszłam na dietę 1000 kalorii plus co drugi dzień ćwiczyłam po 45 minut. Po pół roku takiego wysiłku mogę pochwalić się efektem: przy wzroście 1,70 cm ważę 60 kg:) Mam w końcu ciało o jakim ciągle marzyłam.

Choć przyznam się, że nie raz i nie dwa ,,zgrzeszyłam” i sięgnęłam po batonika, czy ciastko to nigdy nie olewałam gimnastyki! To ona tak naprawdę odmieniła mój styl życia.

Oprócz dobrego samopoczucia zyskałam świetną kondycję i wysportowaną sylwetkę. Sport wszedł mi tak w nawyk, że dziś zastanawiam się jak to możliwe, że w szkole byłam wrogiem wychowania fizycznego? Przecież ja kocham sport:)

Magda

Jak każda kobieta walczę całe życie z nadwagą, a teraz oczywiście jest to walka z otyłością/103kg/.

Nie jest to taka prosta sprawa jak się niektórym wydaje. Jako dziecko chorowałam na astmę. Wtedy to do obiegu wszedł Encorton.

Zaczęto mnie leczyć tym świństwem. Przedawkowano i ze szczupłej dziewczynki zrobił się grubas.

Gdy dorosłam, skończyłam Liceum Medyczne. Poszłam do pracy do szpitala na oddział chirurgiczny. Tam poznałam żonę mojego szefa, która była endokrynologiem.

Zaproponowała mi leczenie głodówką. Dwa tygodnie w szpitalu na oddziale i głodówka. Woda mineralna i witaminy przez dwa tygodnie. Wytrzymałam i schudłam dwadzieścia kilogramów. Poczułam się piękna i powabna. Znalazłam chłopaka i wyszłam za mąż.

Urodziłam swoich chłopców i zły los znowu dał o sobie znać. Musiałam poddać się radykalnej operacji ginekologicznej. W wieku lat trzydziestu zostałam pozbawiona wszystkich kobiecych narządów rozrodczych. Oczywiście hormony i moja waga wzrosła w ciągu trzech tygodni o dwadzieścia kilogramów. Schudnąć nie mogę, chociaż nie obżeram się jak prosie, a ważę już na swoje nieszczęście 106 kilogramów. Muszę się nauczyć z tym żyć, a to jest trudne.

jolunia

Nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Może od tego, że jak byłam dzieckiem, to chowałam kanapki pod poduszkę, by w nocy móc coś zjeść jak zgłodnieję? Może od tego, że bardzo lubiłam kiełbasy i inne wędliny i jadłam, aż mi mama zabierała jedzenie? Może od tego, że uwielbiałam babcine ruskie pierogi z tłuszczem i skwareczkami? Nie wiem.

Przeraziło mnie to jednak, że w klasie 4 podstawówki ważyłam już 40 kg i byłam najgrubsza w klasie. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy jak to wpłynie na moje późniejsze życie.

Chłopakami zaczęłam się interesować już w 8 klasie podstawówki. W 1 liceum były pierwsze miłości i pierwsze starania o schudnięcie. Pamiętam jak chyba w 2 albo 3 klasie liceum mieliśmy bilans i nas ważono. Cały dzień wtedy nie jadłam, by jak najmniej waga pokazała, a że jestem niska 158 cm wzrostu to 54 kg było dla mnie dużo. Na szczęście ruch, sport, dyskoteki sprawiły, że figurkę miałam ładną, no ale to chyba zasługa też palenia papierosów. Po okresie dzieciństwa została mi mała oponka na brzuchu oraz rozstępy na piersiach, z których sobie nic nie robiłam. Na studiach dalej gościły liczne dyskoteki, czyli taniec ruch i figura się utrzymywała aż do momentu gdy….właśnie postanowiłam rzucić palenie. We wrześniu 2008 zapaliłam ostatnią fajkę i wtedy się zaczęło tycie. Z 55 wskoczyłam na 65 kg. Byłam przerażona.

W kwietniu 2009 byłam gruba, mój mężczyzna mnie rzucił i dodatkowo zostałam sama w wielkim mieście bez znajomych. Przeczytałam o kilku różnych dietach i wybrałam sławną dietę Dukana. Jadłam jogurty, serki wiejskie, kurczaka czyli same białko i waga w ciągu miesiąca ponownie wskazała 55 kg. Jaka ja byłam wtedy szczęśliwa. Ale niestety nie wytrwałam w diecie nie było okresu wyprowadzenia i moja waga w grudniu 2009 pokazała równe 60 kg. Od tamtego czasu co raz to jakaś dieta była w moim menu. Chałwowa, głodówka, powrót Dukana na 2 tygodnie, kopenhadzka, kapuściana. Niestety co schudłam to przytyłam czyli klasyczny efekt jo-jo.

Obecnie mamy marzec 2012 roku. Moja waga jeszcze w lutym wskazywała 70,7 kg. Postanowiłam w końcu wziąć się porządnie za ten mój tłuszczyk. Znalazłam dietę, która już odchudziła tysiące Polaków. Sławne osoby też chwalą się jej skutecznością. A to dzięki jednemu Panu, który stworzył centrum odchudzania i dietę, która jest jasna i teraz się zaczyna robić smaczna (niestety nie mogę zdradzić co to za dieta i kto jest twórcą). Dzięki temu Panu Polacy chudną po 80 kg, ja jestem już 3 tydzień na tej diecie i ubyło mi 6. Pragnę ważyć 50-55 kg i dążę do celu powoli, jedząc smacznie i ćwicząc kilka razy w tygodniu. Zainteresowani na pewno skojarzą o jaką dietę chodzi. Ja polecam ale…. to jest dieta dla wytrwałych i z silną wolą:D

Tysiulek83

Odchudzanie – co to jest? Zawsze zadawałam sobie to pytanie i nigdy nie mogłam się przekonać. Zazdrościłam koleżankom, gdy wymieniały się nowymi dietami. A ja… szczypior. Chuda, wysoka, nieatrakcyjna. Mama mówiła „wyrośniesz”, lata mijały, skończyłam szkołę, wyszłam za mąż, przeprowadziłam się i zaszłam w ciążę.

Do moich 49 kg przy wzroście 170 cm momentalnie doszło 20 kg gratis. Czułam się dziwnie. Z jednej strony zawsze chciałam przytyć, a z drugiej czułam się okropnie, hipopotamowato. I dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że może i byłam za chuda, ale czułam się dobrze!

Teraz ważę 54 kg i nie chcę ani kilograma więcej!

youstus997

Zanim zaczęłam walkę z nadwagą, utyłam. Utyłam tak bardzo i tak szybko, że .. ale od początku. Nigdy nie byłam chudzielcem, lubiłam sport, aktywność fizyczną, wagę zawsze miałam prawidłową. Do czasu.. Zaczęło się w liceum, zaokrąglałam się tu i ówdzie i tak na każdy rok z czterech lat nauki przybyło po ok 10kg. Maturę zdawałam ważąc okrągłe 100kg. Wiedziałam, że jestem (grzecznie mówiąc) puszysta, ale jako dusza towarzystwa, wesoła dziewczyna, potrafiłam z tego żartować i nie przeszkadzało mi to w codziennym życiu. Zaczęłam się źle czuć, zdiagnozowano mnie z cukrzycą typu drugiego, nadciśnieniem i chyba każdą chorobą powiązaną z nadwagą.

Miałam 23 lata, dźwigałam 127kg na swoich kręgosłupie. To był ten moment, kiedy w końcu zorientowałam się, że to nie jest tylko kilka kilo do przodu, podpisywałam sobie wyrok, jeśli nie kalectwo to śmierć… Zaczęłam widzieć świat inaczej, zrozumiałam, że większą przyjemnością niż kolejna dokładka, czy ciastko, będzie możliwość wyjścia na spacer, wycieczka w góry, po których kiedyś tak uwielbiałam wędrować. Zrozumiałam, że odbieram sobie radość życia, zastępując ją substytutem szczęścia, które tak na prawdę powoli mnie zabija.

Kolejne złe wiadomości dotyczące mojego zdrowia dołowały, ale podnosiłam się i walczyłam dalej, biorąc je za motywatory popychające mnie do  działania. Przeszłam na dietę cukrzycową, zmuszałam mojego psiaka do długich spacerów, stosowałam znane i mniej znane 'triki' , np. wstawanie co 30 min od biurka i maszerowanie przynajmniej 5 minut, żeby pobudzić organizm do spalania, wysiadałam przystanek wcześniej niż powinnam, starałam się jak najwięcej chodzić. Jeżeli zjadłam coś tłustszego, popijałam mlekiem, a przed każdym posiłkiem szklanka letniej wody. Kilogramy leciały w dół , a ja dostawałam zastrzyk energii z każdą kreską na wadze mniej:).

2,5 roku później, ciągle jestem na polu bitwy, ale o 50kg chudsza! O 50kg młodsza i zdrowsza! Jeszcze 15kg i będę mogła wynagrodzić sobie cały trud, kupując bikini które założę na wyczekiwane wakacje nad morzem!

Było wiele przeszkód i pewnie jeszcze więcej przede mną, ale warto, warto się podnosić i iść dalej:) Pamiętam jak waga stanęła mi na 100kg i w żaden sposób nie chciała zejść do tzw. dwu-cyfrówki 🙂

Ciągle było tak blisko, a jednak tak daleko. Frustracja sięgała zenitu! Ale kiedy dałam spokój z codziennym biegiem na wagę i sprawdzaniu czy może jest już te deko mniej, zaczęłam myśleć dlaczego chciałam schudnąć ? Dla  zdrowia, dla życia, nie dla numerka na skali 🙂 Czuję się o niebo lepiej, mam pozytywniejsze podejście do świata, czuję siłę i radość 🙂 Dalej nie jem po 18, śniadanie zjadam sama, obiadem dzielę się z przyjacielem a kolację.. cóż kolację powinnam oddać wrogowi.. ale jemy ją na spółę z moim psiakiem, który dzielnie mi towarzyszy 🙂 W międzyczasie pogryzam marchewki, selery naciowe, ogórki, żeby pobudzać metabolizm. Cierpliwie i rozważnie planuję swoje posiłki, ale kłamałabym gdybym powiedziała, że to łatwe i nie mam pokus! Zdarza mi się zgrzeszyć, jestem tylko człowiekiem, ale ćwiczę wtedy w ramach pokuty, albo zamieniam autobus na rower 🙂

Staram się żeby cały proces gubienia wagi nie był jak za karę, chcę i cieszę się każdym dniem, każdym lepszym wynikiem, każdym centymetrem mniej w pasie:) Ale najważniejsze, cieszę się że żyję i jestem na dobrej drodze do pełni zdrowia ! 🙂

Magdalena

Przez ostatnie dwa lat przytyłam 7 kg. Rozłożyło się to w czasie, wiec tak naprawdę nie zauważyłam tego. Ale gdy moje dawne ciuchy stały się za ciasne lub za małe uświadomiłam sobie, że przytyłam prawie tyle ile kiedyś schudłam – jako nastolatka schudłam 13 kg i przez kilkanaście lat udało mi się utrzymać tą wagę.  Skończyłam 30-stke, i jak co roku na liście postanowień noworocznych napisałam schudnąć – tylko co roku po paru dniach diety dawałam za wygraną.  Ale w tym roku było inaczej, bo to była walka, aby nie powrócić do tamtej grubej młodej dziewczyny, która o sukienkach mogła pomarzyć – chodziła w jeansach i dużych bluzach – nie chciałam tego. Dlatego już 1 stycznia zaczęłam zmieniać swój styl życia. największy problemem było to, że czułam, że większość mojej nadwagi to nagromadzona woda ;))) dlatego diety i głodówki nie działały ;))) Kupiłam preparat, który pomógł mi zrzucić wodę, która nagromadziła się od picia zielonej herbaty i złej diety. I na efekty nie musiałam długo czekać zatrzymana woda zaczęła znikać ze mnie i dlatego po tygodniu było 1,5 kg mniej, a  przez pierwszy miesiąc schudłam 5 kg ;))) ale  nie było łatwo karnawał to czas imprez, stołów uginających się pod ciężarem pyszności. Postanowiłam na wymyśloną przez siebie dietę tapasową – czyli co 2-3 godziny jadłam mały posiłek, nie odmawiałam sobie niczego, ale brałam tylko kęsy – tylko śniadanie było iście królewskie – owsianka bądź biały ser z jogurtem i miodem.

Później waga stanęła. Myślałam, że to koniec. Chciałam się poddać, ale nie dałam za wygraną. Pojechałam na tydzień do zakopanego – tam nie było łatwo wszędzie mnóstwo jedzenia. Dobrze, że w pokoju była kuchnia to robiłam sobie śniadania i kanapki na stok bo nie chciałam zapychać się zapiekanką, czy hamburgerem. W barze zamawiałam tylko wodę lub herbatę bądź zupę na rozgrzanie się.  Po 2 tygodniach zastoju moja waga znów zaczęłam mocno spadać i tak 9 kg schudłam przez 2 miesiące.  Kocham słodycze, ale zrozumiałam, że one nie są warte, abym czuła się nieatrakcyjna. Słodycze zastąpiłam suszonymi owocami – żurawina, figi – one sprawiły, ze moja miłość do słodyczy się ulotniła. Oczywiście nie do końca dlatego pozwalałam sobie na kostkę ciemnej gorzkiej czekolady, którą kocham. Zaczęłam znów pic dużo wody – wcześniej piłam mnóstwo zielonej herbaty, która tak naprawdę sprawiała, ze moje ciało było nienawodnione (o tym dowiedziałam się z artykułu z glamour) wiec skóra była sucha i napuchnięta bo ciało jakoś się chciało bronić przed utratą wody. Wcześniej piłam 4 duże filiżanki po 400 ml herbaty czyli prawie 2 litry – teraz to tylko jeden kubek dziennie czyli 400 ml. Chodziłam dużo na spacery z psami bo nie lubię siłowni – ubierałam się lekko, by ciało spalało więcej kalorii by się ogrzać. Biegam za psami. Tydzień w zakopanym pomógł mi – bo cały dzień jeździłam na snowboardzie to jeszcze wzięłam sobie do serca, że przez tydzień nie będę jeździć samochodem, czy  autobusem, a że pensjonat był oddalony o kilka kilometrów od wyciągu, czy miasta to dziennie pokonywałam ponad 10 km ;))) schudłam 9 kg czyli o 2 kg więcej niż zakładałam. Czuję się super zmieściłam się w sukienkę ze ślubu siostry (10 lat temu brała ślub). Zaczęłam znów zwracać uwagę na to co nosze na sobie, na makijaż i na bieliznę. Ostatnio słyszę komplementy od facetów że super wyglądam ;))) Dawno tego nie słyszałam – znów wróciła mi ochota na życie. Zaczynam się uśmiechać i czuje się dobrze ze sobą ;))) teraz mogę przenosić góry…

Monika

Walczę z nadwagą 10 kg od 4 lat. Wcześniej moja waga była w normie nosiłam 36-38 rozmiar. Obecnie już muszę kupować 42, dla mnie jest to tragedia, ponieważ co schudnę 1-2 kg to przytyję 3-4 kg. Zaczęłam jeść mniej kolacji, tylko jogurt naturalny, ale nie raz o godz. 22,00 jestem tak głodna, że muszę coś zjeść. W ciągu dnia nie mogę się głodzić, ponieważ pracuję umysłowo. Herbatki nie skutkują, przekonałam się.

…Kiedyś byłam szczupła, ponieważ nie lubiłam kiełbas i mięsa, obecnie lubię. Zaczęłam ograniczać mięso i jem kaszę gryczaną, jaglaną, kuskus, jęczmienną z warzywami i najwyżej z kurczakiem, rybą. Stosowałam też dietę jajeczną, białkową ale nie mam wytrwałości, po 2 -3 dniach nie mogłam tego jeść i sięgałam po to co lubię. Nie znam diety takiej, która by mi pozwoliła schudnąć i wrócić do dawnej wagi.

Maria-Erna

Nigdy nie miałam problemów z nadwagą, do czasu aż zaszłam w ciążę i lekarz zabronił mi wszelkiego ruchu ze względu na ryzyko poronienia (ciąża zagrożona). Przez całą ciążę leżałam i jadłam…Po porodzie zostało mi 17 kg nadwagi. Dużo spacerowałam z dzieckiem starałam się nie objadać, jednak kilogramów nie ubywało. Pół roku po porodzie nadal mieściłam się tylko w ubrania ciążowe.

Od znajomych i rodziny słyszałam ciągle: „Nie martw się, to normalne, schudniesz”. Jednak mijały kolejne miesiące, a ja nie chudłam. W końcu zrozumiałam, że samo nic się nie stanie i trzeba się wziąć ostro do roboty. Oprócz codziennych spacerów, zaczęłam regularnie ćwiczyć z kasetą video (tak wtedy były jeszcze kasety video), zmniejszyłam spożycie węglowodanów na korzyść białka i odstawiłam słodycze. Po miesiącu zauważyłam pierwsze efekty, waga zaczęła spadać. Dało mi to motywację do dalszych działań. Dzień po dniu obserwowałam jak chudnę. W końcu mieściłam się w ubrania sprzed ciąży. Poczułam się nie tylko lżejsza, ale również zdrowsza. Od tamtej pory minęło wiele lat. Nie przytyłam ponownie, uniknęłam efektu jojo.

Wiem jak trudno jest schudnąć i jak łatwo przybrać na wadze, dlatego tak bardzo doceniam aktywny tryb życia i zdrowy styl odżywiania.

Codziennie biegam, jem dużo warzyw i owoców. Czas wolny w gronie rodziny spędzamy spacerując po parku lub aktywnie wypoczywając w ogrodzie. Myślę, że mój sukces w walce z nadwagą zawdzięczam temu, iż nie stosowałam drakońskich diet i nie głodziłam się lecz wprowadziłam do swojego życia trwałe zmiany i zasady, którymi kieruję się do dziś.

Paula

Mam na imię Monika i mam 19 lat! Jestem kobietą i jak każda kobieta pragnę wyglądać szczupło i seksownie. Jestem dość wysoka, mam 1.74m wzrostu. Mój problem z „nadwagą” zaczął się gdy przestałam rosnąć. Jadłam tyle samo co zwykle i tyłam. Nie przeszkadzało mi to. W liceum poznałam mojego cudownego, obecnie już narzeczonego. Czułam się przy nim piękna (i nadal tak jest;P), ale w pewnym momencie przestałam już zwracać uwagę na swój wygląd. Nie zważałam na to co jem. Spędzając wspólne wieczory przed telewizorkiem objadaliśmy się chipsami. „Teściowa” chcąc zrobić dobre wrażenie na przyszłej synowej przygotowywała kanapeczki, deserki, same pyszności, a oczywiście grzeczna synowa nie mogła odmówić mamusi swojego przyszłego męża;P:P Nie mogę również zapomnieć o wypadach na pizze ze znajomymi. Waga nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Oczywiście do pewnego momentu, gdy sama zauważyłam, że sporo przytyłam. Nie mieściłam się w stare „gacie”, które były do niedawna jeszcze dobre. Łudziłam się, że to coś nie tak z moją pralką. Myślałam że się popsuła, poleciłam nawet mojej mamci żeby zainwestowała w nową bo ta dziwnie kurczy ubrania. ;P to nie była wina pralki. Może moja nadwaga nie była nie wiadomo jak duża, ale mi przeszkadzała. Zawsze byłam szczupła i chciałam żeby tak zostało.

I tak zdając sobie sprawę, że moje ciało nie jest takie jak było postanowiłam się odchudzać. Najpierw diety. Pożyczałam od koleżanek książki, czytałam różne artykuły na temat diet. Niestety efekty diet były niezauważalne. Przy stosowaniu jednej diety zauważyłam, że mam problemy z żyłami. Przebiałkowałam. Bardzo szybko tą dietę przerwałam. Kilka razy nawet trochę głodowałam. Potem zaczęłam stosować preparaty odchudzające. Znowu nic.

Moja młodsza siostra śmiała się ze mnie, że trochę mnie przybyło. Zauważyłam, że moja koleżanka straszne schudła. Co się okazało nie jadła nic po 17 i odstawiła słodycze. Zrobiłam tak jak ona. Żeby było mi łatwiej odstawić słodycze, od których jestem totalnie uzależniona i to moja druga miłość, zaraz po moim Damianie, na okres postu było to moje postanowienie;) Jadłam niedużo słodyczy i więcej warzyw. Oczywiście to co zwykle ale do 17. I co?? już po 3 tygodniach rezultaty były widoczne. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Schudłam 6 kilo. Moje ciało wygląda dzisiaj znakomicie. A moją młodsza siostra już się ze mnie nie śmieje a zazdrości:P Jestem szczupła (ale nie chuda) i zgrabna. Koleżanki zazdroszczą mi kuszącej figurki, sama również jestem z niej bardzo zadowolona;P Głodówki, diety… NIE! to nie dla mnie… 😛

Monika

Odchudzałam się wiele razy i zawsze kończyło się, tak jak nie chciałam… niepowodzeniem. Ostatnią moją dietę rozpoczęłam jak zwykle … od poniedziałku. Był to 27 luty tego roku. Zmieniłam styl odżywiania wraz z wykupieniem karnetu na siłowni.Moimi głównymi zasadami były:  rezygnacja z pieczywa, makaronów, ziemniaków, kasz, ryżu. Trzy posiłki dziennie, dużo wody, zielona i czerwona herbata. Zero smażonego,potrawy bez soli.No i średnio 2h dziennie na siłowni 4-5 razy w tyg. Czekacie na to, że napiszę, że po raz kolejny się nie udało ? Otóż Was zaskoczę, dzisiaj 15 kwietnia po 7 tygodniach moich ćwiczeń i zmiany nawyków schudłam 7kg 😉 ładny wynik jak dla mnie, w sumie zdrowe chudnięcie 1kg na 1 tydz.Chociaż w święta potrawy kusiły, nie skosztowałam nic, co by łamało moje zasady, no poza kawałkiem ciasta, ale przecież nie można sobie odmawiać wszystkiego, bo efekt jo-jo i chwila załamania na nas czyhają. Dziś cieszę się ze szczupłej figury i z miłych komentarzy rodziny i przyjaciół. Wiem,że było wato 😉

Natalia

„Ach! Kiedy już nareszcie schudnę to…” już tyle razy powtarzałam sobie to zdanie, że od dawna powinnam w nie wierzyć. Ale niestety, tylko lista niespełnionych marzeń jest coraz dłuższa, a ja utknęłam w swoim postanowieniu na etapie…właśnie ustalania tej listy.

Cóż, od czegoś zawsze warto zacząć :). Takie marzenia mogą być przecież motywujące (Rany! Ile razy ja już to słyszałam? Tylko czemu to na mnie nie działa???).

Kiedyś wyobrażałam sobie, że kiedy schudnę to zostanę aktorką…takie małe marzenia nastolatki. Nie wyszło – ani jedno ani drugie.

Gdy już wyrosłam z marzeń o niebieskich migdałach a życie postanowiło mi dać nieźle w kość, zapragnęłam zostać bizneswoman. Taką prawdziwą, w eleganckim kostiumie, wysokich szpilkach, koniecznie w markowych okularach i z teczką (skórzaną :)). Wtedy nie było jeszcze laptopów, ale teraz pewnie dołożyłabym i to urządzenie. Niestety, to też nie wyszło. Nadal mam swoje nadprogramowe kilogramy, nie chodzę w spódnicach ani w sukienkach, a z zapędów biznesowych wyszły nici. Niestety – ale ciągle się zastanawiam, czemu tak naprawdę mi nie wychodzi?

Gdzieś tam pod skórą czai się strach i wstyd przed samą sobą, że nie potrafię wziąć życia w swoje ręce, że brak mi pewności siebie, że boję się reakcji otoczenia. Źle się z tym czuję i źle się czuję w swojej obecnej zewnętrznej skorupie a przede wszystkim najbardziej cierpi na tym moje JA! Ukryte, pełne energii, potencjału, wartości i możliwości. Ukryte, bo brak mu zapalnika, iskry, której nie potrafię z siebie wykrzesać. I tak jest od lat, a ja mam coraz mniej siły, mam chory kręgosłup i coraz gorsze mniemanie o sobie.

I teraz znowu mówię sobie, że kiedy już nareszcie uda mi się schudnąć, to wiem, że przede wszystkim uwolnię się od bólu fizycznego, który towarzyszy mi już od kilku lat, wiem, że będzie możliwość odłożenia w czasie skomplikowanej operacji i wiem, że kiedy już naprawdę uda mi się schudnąć, spełnię swoje jedno z tych cichych, malutkich marzeń – założę śliczną sukienkę w kwiatuszki i boso pobiegnę przez pachnącą łąkę w stronę słońca, by nabrać energii do zmiany swojego życia!

Joanna S.

W moim przypadku było to 15 kg za dużo. Znajomi zadawali pytania np. co się stało? Co się ze mną dzieje ze tak tyję? Wchodząc po schodach na trzecie piętro coraz częściej (z miesiąca na miesiąc) wyostrzała się zadyszka. O jeździe na rowerze ostatnimi czasy mogłam zapomnieć. Przejechanie 3 kilometrów było dla mnie męką.

Któregoś pięknego dnia stanęłam przed lustrem w samych majtkach – to co zobaczyłam (a nigdy nie zwracałam uwagi) wołało o pomstę do nieba.

Wszędzie fałdy i jeszcze raz zwały tłuszczu. Nie znalazłam w sobie niczego, z czego byłabym dumna. Uzmysłowiłam sobie dlaczego mój mąż zaczął oglądać się za kobietami, nie tyle młodszymi co zadbanymi. Dotarł do mnie fakt, że w końcu muszę coś ze swoim ciałem, a przede wszystkim ze swoją psychika zrobić. To był dla mnie moment przełomowy. To nie miały być tylko obiecanki, że od jutra zacznę. To była pełna motywacja do realizacji postawionych sobie celów. Zaczęłam czytać na temat zdrowego żywienia, chodziłam na fittnes. Rano gimnastyka bez żadnych wymówek. Wyeliminowałam całkowicie słodycze (bez nich naprawdę było ciężko-zawsze byłam cukrusiem). Mięso smażone zastąpiłam gotowanym. W moim menu zawitały warzywa i owoce. Kawunia została zastąpiona herbatkami owocowymi i sokami warzywnymi. W nowym rozdziale w moim życiu na wspomnienie zasługuje wsparcie mojego męża, który we mnie uwierzył. On też stracił parę kilo. Do osiągnięcia moje celu zostało mi jeszcze niecałe kilo. Teraz jestem szczęśliwsza, chętnie zakładam ciaśniejsze bluzeczki. Chętniej z mężem wychodzimy na różne imprezy. Moje życie obróciło się o 360 stopni. Jeżdżę teraz bez zadyszki na wycieczki rowerowe, lżej wchodzę po schodach. Przesypiam całe noce. Nie biorą już żadnych leków. Już mnie nie męczą drobiazgi. Na naszym stole nadal królują warzywa i owoce. Po prostu jestem szczęśliwsza i niezależna. Teraz z ochotą zerkam na siebie w lustrze.

demo

Moja walka wciąż trwa i jest beznadziejna. Przed urodzeniem córeczki miałam już pierwsze objawy zbyt dużej wagi jednak zignorowałam to i nic z tym nie zrobiłam. Potem zaszłam w ciążę i bardzo przytyłam – ponad 30 kg. Aż tak duża waga – była spowodowana zatrzymaniem wody w  organizmie. Po urodzeniu córeczki kilkanaście kg zleciało samo i dzięki ograniczeniom żywieniowym. Ale potem totalne zatrzymanie wagi i wciąż mam 10 kg więcej i nic nie wskazuje na to, że waga zejdzie w dół. Staram się oczywiście. Staram. Jem mniejsze porcje, ale częściej, pije dużo wody, ćwiczę brzuszki, chodzę na długie spacery itp. itd…Ale jestem wciąż przy kości.

Najgorsze jest to, że mam spory brzuszek, dzięki któremu nie mieszczę się w żadne spodnie czy spódnice, które nosiłam przed ciążą.

Mój mąż jest wyrozumiały i wspiera mnie w walce, ale moja mama cały czas „motywuje” mnie do zrzucenia wagi – nazywając mnie grubasem i  krytykując wszystko co jem, jak ćwiczę, chociaż sama nie należy do szczupłych. Nie wiem jak to zrobić – czytam różne porady, ale jakoś mój  organizm za wiele sobie z tego nie robi i zrzucić zbędnego tłuszczyku nie chce. Ciężko jest osobom, które nie mają czasu ani możliwości skupić   się tylko na sobie, mają: dziecko, pracę, dom.

kodle


Dodaj komentarz